
Ten film opisałbym najchętniej mając zły nastrój. Niestety, na nastrój nie narzekam… Jak można nagrać film bez muzyki?
No dobra, trochę przesadziłem. Film nie jest taki zły. Kolejna produkcja z serii film jednego aktora. Rzecz w tym, że filmów o podobnej tematyce powstało multum; nie mam tu na myśli początku hasła: The Last Man On Earth [Ostatni Człowiek Na Ziemi]. Temat intrygujący i ciekawy. Niestety, twórcy nie poprzestali na tym i dodali Is Not Alone [Nie Jest Sam] z czego wynikł drogi-tani thriller.
Wspomniany brak muzyki doskwiera. Rozumiem zamysł reżysera - śmiertelna cisza w opustoszałym mieście. Straszenie widza nagłymi hałasami nie jest jednak, moim zdaniem, dobrym pomysłem.
Śpieszę z wyjaśnieniem (czytaj: referat na temat Rola muzyki we współczesnym filmie): muzyka w ogromnym stopniu wpływa na odbiór filmu. To za jej pomocą z łatwością można wykreować dowolną scenę, bez posiadania drogich dekoracji albo czołówki światowego aktorstwa. Nie inaczej jest w przypadku scen grozy. Odpowiednim przykładem na skuteczność muzyki w tym sensie jest film The Shining [Lśnienie], w którym wykorzystano muzykę współczesną Krzysztofa Pendereckiego albo War of the Worlds [Wojna Światów], gdzie efekty sonorystyczne praktycznie w całości budują napięcie. Film bez muzyki, atakujący hukiem, taki jak I Am Legend, owszem - straszy publiczność, lecz nie buduje atmosfery grozy a film ogląda się w poczuciu dyskomfortu.
Film, naturalnie, godny polecenia.







0 Responses to “I Am Legend”